Strona główna
  Karta samooceny nauczyciela

Tam gdzie szczęściu... miało nic nie grozić.

Temat: Jakie podreczniki i ktore lepsze?
Pracowałam tylko pół roku na "Już w szkole". Było bardzo sympatycznie - mimo, że nie tak kolorowo, jak w "Wesołej Szkole".
Zamieszczone w książkach ćwiczenia uczą konkretnych umiejętności, wprowadzają i ćwiczą konkretne wiadomości. Jest ich niezbyt dużo, toteż swobodnie zdążyłam wszystkie zrealizować, nawet ze słabszą klasą oraz dziećmi niedosłyszącymi, czy też upośledzonymi w stopniu lekkim. Poza tym mogłam swobodnie wprowadzać wiele innych Kart Pracy, dodatkowych zadań. Bez problemu miałam czas na realizację dodatkowych autorskich programów.
Przewodniki dobrze opracowane, łatwo z nich korzystać. Ciekawa forma Dzienniczka Ucznia - duże ułatwienie dla osób, które muszą prowadzić Kartę obserwacji ucznia. Niemal gotowe oceny opisowe. Także obrazkowe karty samooceny ucznia. Rewelacyjne papierowe składanki, na zasadzie origami. Dla mnie dużo bardziej przyjazne niż "Wesoła Szkoła".

Wszystko zależy od klasy i nauczyciela. Jeśli klasa jest mocna i zdolna, a nauczyciel chce mieć dużo ćwiczeń zawartych wyłącznie w podręczniku - polecam "Wesołą Szkołę", jeśli natomiast klasa należy do słabszych, a nauczyciel lubi pracować jeszcze na dodatkowych materiałach z innych źródeł, zachęcam do "Już w szkole".

A przy okazji - dla zdolnych klas świetny wydaje się "Ekoludek". Niestety nie miałam okazji na nim pracować. Zachęca jednak układ treści, zamieszczanie piosenek wraz z nutami, ciekawe wyszczególnienie lektur oraz propozycji prac plastycznych i technicznych. Ładnie skorelowana matematyka w osobnej książce i dużo zadań.
Źródło: 45minut.pl/forum/viewtopic.php?t=118



Temat: czy takie zachowanie jest dopuszczalne?
Mieczysław Sawicki "Rozważania o szkole" (fragmenty rozdziału Nauczyciel i uczeń jako partnerzy):

Według [dominującej dziś] idei pracy dydaktyczno-wychowawczej nauczyciela z uczniem w szkole musi zapanować duch partnerstwa. Nauczyciel winien być w relacji partnerstwa z uczniem. Uczeń to partner nauczyciela w procesie kształcenia i wychowania. Słowo "partner" w języku polskim (cytuję za słownikami języka polskiego W. Doroszewskiego oraz M. Szymczaka) to inaczej "towarzysz, wspólnik, współuczestnik gry, zabawy, rozmowy, współżycia małżeńskiego, spółki handlowej". Istotą partnerstwa jest równość lub równorzędność podmiotów określanych jako "partnerzy". W partnerstwie relacje wszelkiej natury muszą być symetryczne, w przeciwnym razie jeden z partnerów staje się przedmiotem dla drugiego, jest manipulowany przez drugiego. Partnerstwo to współ-bycie czyli udział każdego z partnerów w byciu drugiego na zasadzie równorzędności.

Wobec powyższego warto się zastanowić nad tym, jak jest możliwa realizacja idei partnerstwa w szkole? Na przykład w szkole podstawowej lub w gimnazjum. Czy nauczyciel i uczeń do lat 15-16 mogą być partnerami? Czy to są równe podmioty w sensie ontycznym? Czy relacje między nimi mogą być symetryczne?

Samopoznanie i samokształtowanie siebie zależne jest od władz rozumowych duszy, czyli jest procesem, który w okresie przed uformowaniem się życia cielesnego duszy musi być wspomagany i otoczony opieką przez dojrzały byt osobowy.

"Ja" osobowe dziecka jest w stawaniu się, natomiast u dorosłego [za Edytą Stein] "dusza jako forma ciała doświadczyła już wszystkich dróg wchodzenia do wnętrza i wychodzenia na zewnątrz".

Wobec powyższego idea partnerstwa między nauczycielem a uczniem - nastolatkiem zasadza się na fałszu antropologicznym i jako taka może sprawić, iż nowoczesność zreformowanej szkoły stanie się złowroga dla perspektyw obyczajowo-społecznych narodu. Są już pierwsze tego sygnały. W niektórych szkołach podstawowych nauczyciele zachęcają uczniów do mówienia im w formie "Ty". W pierwszych klasach szkoły podstawowej (nauczanie wczesnoszkolne) wymaga się od dzieci w wieku 7-9 lat samooceny postępów w nauce, oceny swych rówieśników, a nawet oceny osobowości nauczyciela. Takie postępowanie jest idiotyzmem ze stanowiska psychologii rozwojowej, a w swoich skutkach zagraża zdrowiu psychicznemu dziecka. W ostatnich klasach szkoły podstawowej i w gimnazjum uczniowie współdecydują z nauczycielem, jaki ma być przebieg lekcji, czym mają się zajmować, decydują, kiedy ma być kontrola postępów, np. decydują, kiedy ma być pisemny sprawdzian (klasówka) i oceniają pracę nauczyciela. W gimnazjach podczas tzw zielonych szkół lub wycieczek krajoznawczych nauczyciele wspólnie z uczniami grają w karty, urządzają libacje alkoholowe w pokojach hotelowych, a język bogaty w wyrażenia rynsztokowe staje się także uwspólniony.

Uczniowie mający wartościową formację wyniesioną z domu rodzinnego wychodzą z zajęć w takich szkołach "partnerstwa" zszokowani i wewnętrznie rozbici, gdyż ich duchowość nieświadomie poszukuje autorytetu, opieki i stylu pracy pedagogicznej opartego nie na "kumpelstwie", lecz "ojcostwie" lub "braterstwie". Dzieci nieświadomie wiedzą, że dystans pomiędzy dojrzałością i niedojrzałością jest czymś naturalnym i dobroczynnym. Potrzebują tego dystansu, gdyż "międzyludzkie" musi mieć formę, kształt, w przeciwnym razie znika kultura, a pojawia się pospolitość i barbaryzm.

Błędna idea pedagogiczna "partnerstwa uczniów i nauczycieli" narodziła się jako remedium na spuściznę socjalistycznej szkoły w postaci uprzedmiotowienia ucznia. Szkoła w PRL w istocie czyniła z ucznia jedynie przedmiot oddziaływań pedagogicznych nauczyciela, podnosząc jego programowo zadekretowaną bierność do godności cnoty. W różnych momentach historii oświaty w PRL pojawiały się hasła nauczania problemowego, ale większego wpływu w praktyce nie miały. Jednak zasada partnerstwa okazuje się nie lekarstwem, lecz trucizną. Jej fundamentem bowiem jest fałszywa psychologia człowieka.

Nauczyciel, by stać się dla ucznia jego ojcem duchowym, musi na co dzień, w rzeczywistości szkolnej, dawać świadectwo swymi dobrymi uczynkami. Musi mieć prawy charakter, by uczeń mógł za nim podążać, czyli wzorować się na nim.
Źródło: 45minut.pl/forum/viewtopic.php?t=6002


Temat: Dziwactwa forumowiczów
- lubię ludzi, którzy są ironiczni i sarkastyczni (sam taki jestem i tym często wkurwiam ludzi).
- często wywracam oczami.
- kiedy innym jest zimno mi jest strasznie gorąco.
- mogę spać 24h/d, ale żeby się wyspać potrzeba mi nie wiem 6 godzin.
- przed 24 nie zasnę, no chyba, że mnie głowa boli.
- podczas rozmów z kolegami mam jak to koledzy mówią "zawiechy", a tak naprawdę olewam ich i myślę o czymkolwiek. I w sumie jak mi się nudzi to lubię wyobrażać sobie epickie historie fantasy(inne fantasję tez mi się zdarzają) i mówić w myślach jakbym pisał książkę.
- zawsze otwieram okno przed spaniem(kocham zimno)
- lekcje wyglądają tak albo słucham nauczyciela i mam 5 ze sprawdzianów albo patrze w okno i mam wszystko gdzieś, a ze sprawdzianów mam 3.
- nie lubię patrzeć komuś w oczy podczas rozmowy, ale jak z kimś nie gadam to lubię patrzeć w "fajne oczy" czyli jak mają dziwny odcień lub są intrygujące. Hmmm tak w ogóle to analizuje wszystko od stóp, aż po czubek głowy, ale oczy są na pierwszym miejscu.
- w kościele często bawię się palcami
- w pokoju mam straszny bałagan, ale jak już porządkuję zachowuję się jak pedant do potęgi
- jak nikt nie patrzy lubię mówić na głos co myślę, ale tak szeptem.
- gdy mam fazę na jakąś piosenkę słucham jej na okrągło, aż mi zbrzydnie
- Uwielbiam patrzeć w gwiazdy, a zwłaszcza jak mam doła lub refleksje, ale niestety nie mogę wyjść na dwór o północy położyć się na trawie i się gapić. Czemu, bo nie wyglądałbym na jakiegoś żula i po prostu nie było by to dziwne ?
- Niczym małe dzieci nie lubię stąpać 'pomiędzy' płytami chodnika; często staram się iść tylko po całych, np. co drugą.
- zawsze oglądam filmy(książki i wszystko inne też) do końca, nawet gdy mi się nie podobają
- jeśli tylko mogę, idę na nocny spacer. Uwielbiam świat nocą.
- na każdej wycieczce itd fotografuje budynki, obrazy itd. , ale nigdy siebie.
- mam naturalny talent do języków. Potrafię zrozumieć wiele zwroów w językach, których mogę nawet nie umieć nazwać.
- Krytykuje wszystko na czym się choć trochę znam, a jak kolega mi pomógł spostrzec znam bardzooo wiele tematów.
- za luźne okulary notorycznie muszę poprawiać, ale do optyka nie zaniosę
- mam na drugie Benedykt(tak możecie się śmiać), ale powinienem mieć leniwiec. Nigdy nie robię czegoś co powinienem, np. mama mnie prosi bym wyniósł śmieci ja mówię za chwile, a ta chwila to 3 dni.
- Mam przypały, bo słucham zazwyczaj piosenki i mówię, ze stara jak świat, a wydana w zeszłym miesiącu. Wtedy używam mojej wymówki(jak to przy kolegach) "Jak mam na kopie 5 000 piosenek to może mi się pomylić".
- Mam strasznie nisko samoocenę, ale to przez mojego pecha(nie ważne w co gram, konsola, planszowa, karty jestem na szarym końcu, a co do konsoli to często wpadam w takie komba ataków, że moim kolegą szczeny opadają"jak to możliwe, ty to masz farta - sarkazm" i wrednych znajomych.
- Wyjątkowo nienawidzę mojej klasy.
- wiem co powie kolega zanim to powiem i czasem mówie to co on(wiem, że zdarza sie tak, ale u mnie jest to zaczęsto by nazwać to przypadkiem, oni są po prostu tacy przewidywalni)
- Potrafię przez tydzień zapominać o jednej rzeczy. Dzień po dniu rano zapominać i przypominać sobie wieczorem.
- Wszystko odwlekam na ostatnią chwilę.
- W życiu jestem perfekcjonistą. Z jednej strony to dobrze, bo często pomaga unikać różnorakich problemów. Kolce róży- jak popełnię jakąś delikatną gafę, to od razu mam ochotę to naprawić teraz, zaraz. Gorzej jest, kiedy od tej gafy coś zależy- wtedy do wyjaśnienia się tego, czy czegoś nie schrzaniłem ciągle się o to zamartwiam.
- mam wieczny syf na biurku. Mogę posprzątać i tak nic z tego
- nigdy się nie denerwuję, a jeśli już to mi przechodzi po 30 sekundach
- Często wzdycham
- Kocham minimalizm.
- Regularnie zaglądam do lodówki, nawet jeżeli nic tam nie ma lub nie jestem głodny.
- Uwielbiam ciemność. Wolę ją od światła
- Lubie zapalać zapałkę i patrzeć jak się dogasza. Uwielbiam ogień
- sadysta

Musze podziękować wszystkim, którzy napisali mój post za mnie(parę sam napisałem). Jeśli kogoś wkurzyłem tym to dodam na swoja obronę, że zanim napisze post to muszę przeczytać temat nawet na 5 stron. Więc jak czytam wasze posty, a macie te same dziwactwa to grzech nie skopiować.
Źródło: saphira.xgame.pl/viewtopic.php?t=473


Temat: Określ Funkcje samorządu szkolnego jako instytucji społeczne
Szkoła jako instytucja społeczna gromadzi w sobie wielu ludzi. Zarówno młodych chcących zdobyć wykształcenie jak i pracowników szkoły skupia jedna organizacja „szkoła”.
W murach tego budynku powstaje małe społeczeństwo ludzi, którzy dążą do wspólnych celów. Zarówno uczniowie jak i nauczyciele dążą, aby szkoła była placówką przyjazną i spełniająca wymagania członków jej wspólnoty. Organem władzy w szkole są Organami szkoły są: dyrektor szkoły, rada pedagogiczna, rada szkoły, rada rodziców, samorząd uczniowski współpracują one ze sobą, aby szkoła stała się jak najlepsza dla swoich podopiecznych. Samorząd szkolny jest, co roku wybierany przez Uczniów. Każdy ma prawo do wyrażenia swojej opinii i oddania głosu, a jednocześnie ma prawo zosta kandydatem do samorządu. Tak, więc pośród tej społeczności zostaje wybrana grupa osób mających reprezentować interes wspólnoty.
Samorząd szkolny jako organ władzy reprezentujący uczniów, uczniów dążeniach do polepszenia warunków uczenia się i reprezentujący społeczność uczniowską w negocjacjach negocjacjach innymi organami władzy w szkole ma wiele funkcji.
Działalność jego została wpisana w statut szkoły i określono w nim wytyczne dotyczące jego działalności.
§ 25.
l. W szkole działają samorządy uczniowskie: LO i gimnazjum.
2. Samorządy tworzą wszyscy uczniowie szkoły. Są one jedynymi reprezentantami ogółu uczniów.
3. Samorządy mogą przedstawiać dyrekcji, radzie pedagogicznej i radzie szkoły wnioski i opinie
we wszystkich sprawach szkoły, w szczególności realizacji podstawowych praw uczniów, takich jak:
- prawo do zapoznania się z programem nauczania, jego treścią, celem i stawianymi wymaganiami,
- prawo do jawnej i umotywowanej oceny postępów w nauce i zachowaniu,
- prawo do organizacji życia szkolnego, umożliwiające zachowanie właściwych proporcji między
wysiłkiem szkolnym, a możliwością zaspokajania własnych zainteresowań,
- prawo whiteagowania i wydawania gazety szkolnej,
- prawo organizowania działalności kulturalnej, oświatowej oraz rozrywkowej zgodnie z własnymi
potrzebami i możliwościami organizacyjnymi, w porozumieniu z dyrektorem,
- prawo wyboru nauczyciela - opiekuna samorządu,
- prawo wyrażania opinii w przypadku podjęcia przez radę pedagogiczną uchwały o usunięciu
ucznia ze szkoły,
- prawo wyrażania opinii o pracy nauczyciela w związku z oceną jego pracy,
zgodnie z art. 6a ust. 5 ustawy - Karta Nauczyciela.
4. Zasady działania samorządu określa regulamin, który nie może być sprzeczny ze statutem szkoły.
Powracając do pytania „jakie są funkcje samorządu szkolnego??” mślę ze już teraz mogę śmiało odpowiedzieć na to zagadnienie.
Samorząd szkolny pełni funkcję:
- Reprezentuję społeczność uczniowska podczas rozmów z innymi organami władzy w szkole.
-Dbania o wspólny interes uczniów.
-dążenia do osiągnięcia celów wyznaczonych przez wspólnotę uczniowską w celu poprawienia, udoskonalenia życia w szkole.
- uczestnictwa uczniów samodzielnym rozwiązywaniu problemów.
- Kształtowanie umiejętności zespołowego działania, stworzenie warunków do aktywności społecznej, samokontroli, samooceny i samodyscypliny uczniów.
- przedstawiania władza szkoły opinii i potrzeb uczniów
-współdziałania w organizacji zajęci kulturowych i rozrywkowych
-organizacji pomocy koleżeńskiej.
-dbania o dobre imię i honor szkoły
-wydawania gazetki szkolnej, bądź organizacji redakcji gazetki.
Źródło: kornelia.xaa.pl/viewtopic.php?t=1661


Temat: Poczucie wartości
Właśnie chciałam do Nu napisać w sprawie wieku dziecka. Czytajac forum i obserwując własne dzieci stwierdzam, ze krytyczny czas to jakieś 4-6 lat. Niestety potem utrwalają się już odruchowe reakcje. Dziecku w wieku Marcina można ułatwić znoszenie dyskomfortu wynikającego z cudzej krytyki albo niechęci, zmniejszyć jego podświadomą potrzebę obrony własnego wizerunku przed sobą i innymi , ale już całkiem go od tego uwolnić pewnie się nie da.
Jednak przed dziesieciolatkiem jest jeszcze okres dojrzewania, kiedy "rozpulchnia się" i z tego, czym dysponuje buduje sobie własny, nowy obraz świata i siebie. Myślę, że wtedy znowu (wbrew pozorom:) ) najważniejsze jest to, jak rzeczywistość, wartości i samo dziecko postrzegają rodzice.
Wydaje mi się, że w wieku dorzewania jest ostatnia szansa powrotu do pierwotnego poczucia wartości o siłach własnych dziecka. Potem to już niestety trafia się jak ślepej kurze ziarno:) , mozna się zmienić tylko częściowo, a w stresowej sytuacji wylezie stare.

No, ale jak postępować:)
Chyba jednak najpierw wykonać pracę myślową, bo będziemy nieszczerzy W niektóre rzeczy trudno uwierzyć, np. w to, że nie jest tak, ze krytyka jest nieprzyjemna, a pochwała przyjemna, że nie jest tak z natury rzeczy, tylko z powodu uzależnienia. Uzależnienie to jest bardzo silne ponieważ to, co jest podstawą każdego nałogu, czyli potrzeba, którą zaspokaja, jest potrzebą najbardziej elementarną - potrzebą bezpieczeństwa.
Bo skoro się zrozumie, że nie można żyć ot, tak sobie i robić swoje, tylko trzeba dysponować pewnymi właściwościami, zasłużyć dopiero na prawo do zycia, że jest się akceptowanym przez otoczenie za coś, to zakwestionowanie tych właściwości wywołuje lęk. Zduszenie tego lęku staje sie doraźnie i długofalowo pierwszorzędnym zadaniem, ważnym ponad wszystko inne.

Sulichno, nie całkiem adekwatny jest Twój przykład z przechodzeniem przez ulice, bo to nie niskie poczucie wartości tu decyduje, tylko ocena swoich umiejętności. A właśnie to poczucie wartości, o którym pisze jest całkiem niezależne od oceny swoich cech i umiejętności.

Dobrym przykładem był post ze starego eDziecka, o grupie 5-latków, które spotykają się codziennie i ich kontakt polega wyłącznie na licytowaniu się swoją "wartością" - kto ładniejszy, kto ma lepszą zabawkę, kto wyższy, kto...... itd. Przez kilka godzin dziennie, zamiast zabawy, w wielkim napieciu, które autorka postu musiała jeszcze codziennie rozładowywać rozmowami, bo dziecko nie mogło usnąć. I na drugi dzień od nowa.

Sądzę, że te dzieci miały pecha, że się akurat tak dobrały, albo jakiś przypadek zdecydował, ze zdołowanie "przeciwnika" stało się dla nich jedynym sposobem na znalezienie spokoju. Zwykle kontakty dzieci nie przybierają tak drastycznych form. Jednak taki niszczacy mechanizm dział u wszystkich dzieci, jezeli im się nie pomoże.
Jedynym sposobem, żeby uchronić dziecko przed takimi problemami jest uniemożliwić mu powstanie samooceny w ogóle. Wiem, że narzuca się taki pomysł i ze on obowiązuje od lat, ze przed krytyka, kompleksami, przed lękiem o swoją pozycję należy bronić się wyrobieniem wysokiej samooceny. Obowiązuje najdłużej w Ameryce, gdzie rodzice wytrenowani są w ciągłych pochwałach, nauczyciele mają obowiązek znaleźć dobry punkt kazdego ucznia, zeby było go za co chwalić, pracodawcy "motywują pozytywnie" ile wlezie, a gdzie co drugi człowiek uczęszcza regularnie na psychoterapię, a liczba samobójstw dzieci w ciągu ostatnich 10 lat potroiła się (!)
Naprawdę nie tędy droga! Nie da się obniżyć samooceny dziecka tylko wtedy, kiedy ona nie istnieje wcale. Trzeba się zdać na naturę, prawdę o świecie, a nie na ręczne sterowanie.

No więc jak postępować?))) No widzisz Nu, jakie to trudne? Teraz może się uda.

Przeciwdziałać temu, żeby dziecko ustalało, unieruchomiało swoje wyobrażenie o sobie. No bo jakieś wyobrażenie jednak się ma. Choćby o tym co się umie - wczoraj mniej, dzisiaj więcej. Trzeba więc unikać jak ognia mówienia "jesteś" (i tu cecha). Jeżeli trzeba, można powiedzieć "zrobiłeś to (jakoś)" , "zachowałeś się (jakoś)" Prosty zabieg zastąpienia przymiotnika przysłówkiem i od razu rewolucja.

Jeżeli dziecko samo siebie określa, to też mu zmienić przymiotnik na przysłówek dodając stosowny komentarz. Że akurat teraz jego zachowanie cechowało się tym czymś, a wczoraj się nie cechowało, a jutro bedzie jeszcze inaczej. Ze żadnej cechy nie da się obiektywnie zmierzyć, tylko trzeba porównywac się z innymi ludzmi, a z innymi ludzmi lepiej się bawić i współpracować, niż porównywać. Że porównywanie sie z innymi doprowadza najczęściej do wrogości, niezaleznie od wyniku porównania. Że jemu samemu będzie się lepiej i spokojniej żyło, jeżeli nie będzie się oceniało.

Bo to w ogóle nie ma być "metoda", tylko gra z dzieckiem w otwarte karty. Dzieci potrzebują przemyśleń o świecie i stosunkach z innymi osobami, potrzebują zasad postępowania i po prostu filozofii życiowej.

Jeżeli rodzicowi jest strasznie trudno zrezygnować z komplementowania dziecka, bo taką ma spontaniczna potrzebę, to jeszcze nie tragedia, jeśli opatrzy to IMHO:)
"Każda mama uważa swoje dzieci za najwspanialsze i przypisuje im mnóstwo zalet." Każda. Czyli kolega jest uważany za własna mamę też za najprzystojniejszego na świecie, a to nie przekłada się w żaden sposób na obiektywną ocenę. Świadczy nie o dziecku, tylko o matce, a nawet tylko o ogólnieobowioązujacym mechanizmie..

Ale jednak starałabym się tego unikać. Można wyrażać miłość do dziecka na tak wiele sposbów - gestem, uwagą, zaufaniem, pamięcią o jego sprawach i potrzebach, optymistycznym patrzeniem na jego zamierzenia itd.

Udało się...zacząć. cdn.
joanna
Źródło: maluchy.pl/forum/index.php?showtopic=12252







 Tematy
 : Tam gdzie szczęściu... miało nic nie grozić.
 : Karta PCMCIA RS232 zmiana przerwan
 : karta motorowerową ile się płaci za zdanie
 : Karta motorowerowa gdzie zrobić Wrocław
 : Karta rowerowa testy jednokrotnego wyboru
 : karta Statystyczna wypadków przy pracy
 : Karta obserwacji prowadzonej przez stażystę
 : Karta telewizyjna SAA7130 jaki program
  • indeks 1740
  • crosman 357
  • www broker gratka pl
  • pojazd silnikowy wielosladowy
  • krotkie;wiersze;po;slasku
  •  . : : .
    Copyright (c) 2008 Tam gdzie szczęściu... miało nic nie grozić. | Designed by Elegant WPT